"To jest już koniec, nie ma już nic..." >> wtorek, 1 kwietnia 2008 12:18:04
Może to mało sentymentalnie, kończenie bloga na informartyce, ale teraz mam chwilę czasu, więc mogę to zrobic. Co bym chciała powiec?
To nigdy nie było fajne, bo nigdy do końca szczere. Teraz mam swój psychodeliczny zeszycik, którego mogę wziąśc wszędzie i nikt go nie czyta. A naprawdę nigdy nie chciałam żeby to był blog tylko dla Sześciokąta. Miał byc dla mnie, żeby szczerze o wszystkim pisac. Nie chcę za każdym razem przed kliknięciem w "dodaj notkę" zastanawiac czy nikogo nie uraże tym co napisałam i przeprowadzac cenzury. Jak dla mnie bez sensu. Z 6 wolę porozumiewac się normalnie :) A że mam słabośc do mylogowego świata, zaklepuję go dla siebie, bo jeszcze wrócę. Pod inną postacią. Napisze znowu jak osiągnę to co chce osiągnąc, albo kiedy stanę się taką, jaką mam zamiar. I będę o tym wiedziec. Wy też sie dowiecie. :*
Has someone taken your faith?
Its real, the pain you feel
The life, the love
You die to heal
The hope that starts
The broken hearts
Your trust, you must
Confess
Is someone getting the best, the best, the best, the best of you?
Is someone getting the best, the best, the best, the best of you?
I've got another confession my friend
I'm no fool
I'm getting tired of starting again
Somewhere new
Were you born to resist or be abused?
I swear I'll never give in
I refuse
Is someone getting the best, the best, the best, the best of you?
Is someone getting the best, the best, the best, the best of you?
Has someone taken your faith?
Its real, the pain you feel
Your trust, you must
Confess
Is someone getting the best, the best, the best, the best of you?
komentarze [3]"We won't get fooled again" >> wtorek, 25 marca 2008 19:19:11
Właśnie wróciłam z miasta. Byłyśmy z Agą połazić po sklepach i przekonać się z nawzajem, że życie bez facetów jest absolutnie piękne (z marnym skutkiem). W wyniku tego wyszłyśmy z Plazy z przeuroczymi, identycznymi piórnikami i gumą balonową dla dzieci. Mój powrót do domu oczywiście wiązał się z pewnymi komplikacjami. Ja nie wiem jak to możliwe, ale jeżdżenie autobusem kompletnie odbiera mi pewność siebie.
Na Świętach, jak zwykle, świetnie. Dużo żarcia, kuzynów, śmiechu, zabawy, ględzenia dorosłych i jeszcze więcej roboty. A w Lany Poniedziałek rzucaliśmy się śnieżkami i tarzaliśmy w śniegu, zamiast lać wodą. Ogólnie jeżdżenie do babci i dziadka (do Kozłowa) to jedna z niewielu rzeczy, które szczerze lubię. Bywamy tam co prawda tylko 3 razy w roku, bo to raczej daleko, a mój tata jest cholernym pracoholikiem i wyrwanie go na kilka dni z Suchego to niezła jazda. Tam zawsze dużo się dzieje, przyjeżdża rodzina, znajomi, wszędzie jest coś do zrobienia i obgadania z kuzynostwem. Uwielbiam dni pełne krzątaniny i śmiechów, to daje mi energię i uśmiech. Nie możemy się wprost nagadać z kuzynkami i koleżankami, głównie o facetach. Chodzenie do Kościoła polega na pokazywaniu mi kto jest kim i z kim chodziła już Monika, a z kim jeszcze nie :D (joke). Ogólnie jesteśmy bezlitosne w ocenianiu męskiej urody i charakterów. Zainteresowanych pragnę jeszcze poinformować, że mój uroczy kuzyn zapuścił włosy i jest jeszcze ładniejszy niż był pół roku temu (chociaż wtedy wydawało mi się to niemożliwe), co uznaję za osobistą zniewagę. :):)
Kiedy udało mi się wreszcie wyjść z fazy nieszczęśliwego zakochania, zeschizowania i kompletnego zidiocenia na punkcie Takiego Jednego, jestem w dość dziwnym stanie. Mianowicie zachowuję się jak zgorzkniała stara panna. Do wszystkich spraw związanych z zakochiwaniem, miłością i takimi tam podchodzę z goryczą, smutkiem i wściekłością. Dostają piany na usta jak widzę zapowiedzi kolejnych komedii romantycznych czy inteligentne opisy na gadu w stylu „Miłość jest najważniejsza na świecie”. Jak dla mnie to jedno wielkie PIERDOLENIE, lub jak kto woli PIEPRZENIE. Tak, dokładnie – wielkimi literami, inaczej tego nie mogę wyrazić. Po prostu tak czuję. Może przejdzie mi to z czasem, a może nie. I na zawsze zostanę nadgorliwą, zranioną i samotną pesymistką. Trudno, bywa.
Jak ogólnie mój nastrój? Sama nie wiem. Nie chce mi się jutro iść do szkoły, ale stęskniłam się za sześciokątem. Nie mam ochoty na te wszystkie durne lekcje i na tych wszystkich durnych ludzi. A jeszcze mniej na powrót do rzeczywistości, w której nie jestem nikim niezwykłym, tak jak zdawało mi się przez ostatnie kilka dni. Tylko Agatą. Zwykłą, szarą i codzienną. A nie wesołą, zabawną, ładną i szczęśliwą. Taką, jaką zdawałam się być ostatnimi czasy. Ale trudno, życie.
DO SZEŚCIOKĄTA Co powiecie na McDonalda jutro? Jeżeli udałoby mi się umknąć przed sprawdzianem z historii... . Co Wy na to? Stęskniłam się cholernie.
komentarze [2]"You were only waiting for this moment to arise" >> poniedziałek, 17 marca 2008 20:20:57
Jestem jeszcze przed codzienną rundą po blogach Sześciokąta, a co z tego wynika nie wiem co dzieje się na świecie zewnętrznym.
A w mojej domowej rzeczywistości? Tata je zupę, z głośnika płyną kojące nuty "In Your Honor", wokoło wszędzie porozrzucane ubrania, chusteczki i opakowania po tabletkach, a przede mną piętrzy się kupka zeszytów do przepisania. No tak, rzeczywistość puka do drzwi mojego pokoju. Jeszcze nie otwieram, ale ona dobija się coraz głośniej, coraz bardziej natarczywie. Nie ma co ukrywać już dawno przestałam być chora. Na szczęście moja mama nie do końca to dostrzegła i ten fakt uchronił mnie przed dzisiejszą, nieuchronną klęską Dni Nauki.
Przez te kilka dni zdołałam kompletnie wyłączyć się z rzeczywistości świata zewnętrznego. To tak jakbym włożyła na siebie jakiś pancerz, który ograniczał moje myśli i wysiłki do wypicia kolejnej herbaty. To było cudowne, nie myśleć o tym jak wyglądam i co na siebie włożyć (nie zadawałam sobie trudu zdejmowania piżamy). Mogłam nosić okulary, albo co zdarzało mi się częściej, chodziłam po omacku, ślepa jak kret. Nie zawracałam sobie głowy bałaganem w pokoju czy nie uczesanymi włosami, a moim jedynym problemem był wybór następnego filmu do obejrzenia. Godziny płynęły leniwie, jakby od niechcenia Ja w tym wszystkim mogłam tylko podziwiać geniusz muzyczny Foo Fighters i rozkoszować się kolejnym kubkiem rozkosznej, gorącej mikstury, doprowadzonej przeze mnie do perfekcji (herbata, sok malinowy, miód i cytryna). I tak też robiłam. Doszłam do doskonałości w dystansowaniu się do absolutnie wszystkiego. I do tego te dźwięki. Jakby stworzone i przeznaczone tylko dla mnie, niegodne całej reszty świata. W uroku tego wszystkiego, gdzieś tam po drodze gubiłam znaczenie mnie dla świata i świata dla mnie. Zatracałam wartości pożytecznego życia. Bo w końcu nikomu nie przeszkadzam? Mój mały urlop. Mój odpoczynek po całym zwariowanym okresie długich miesięcy bez wytchnienia od myśli i zawirowań. Nikt nie wraca chętnie z takich wakacji. Ja też.
Ale jest jedna rzecz. Właściwie to nie jedna i nie rzecz, tylko sześcioro i ludzi. Tak, tak mowa o Sześciokącie, który tworzymy. O pięciorgu ludzi, którzy są ze mną i pokazują właściwą drogę. Trzymają w pionie, dają wiarę, i zwykłe poklepanie po plecach, oraz słowa "będzie dobrze", skierowane niekoniecznie do mnie, ale dające pięć minut zastanowienia i malutki uśmiech. Świadomość, że masz przyjaciół trzyma przy życiu nie tylko mnie. Tak się stęskniłam, że oddaję mój urlop, który, choć cudowny, niesamowicie pusty bez tych ludzi. Wracam w środę, a serce pęka z radości, że wreszcie ich zobaczę. I pewnie wydaje się to przesadą, bo codzienność prawie całkowicie zakrywa niezwykłość tych wszystkich uczuć. Ale to istnieje naprawdę, taka miłość zamaskowana. A najlepiej dostrzega się to kiedy przez kilka dni tego brak. I tu nie chodzi o wielkie słowa, tylko o takie malutkie uczucie w serduszku, że oni będą zawsze. Oj. Ale sentymentalnie i uczuciowo. Okropieństwo. Ale jakoś tak mnie naszło. Prawie kończę, bo się okropnie skompromitowałam (mówienie o uczuciach nigdy nie było moją mocną stroną), jeszcze tylko jedna rzecz.
Blackbird singing in the dead of night
Take these broken wings and learn to fly.
All your life
You were only waiting for this moment to arise.
Blackbird singing in the dead of night
Take these sunken eyes and learn to see.
All your life
You were only waiting for this moment to be free.
Blackbird fly, Blackbird fly
Into the light of the dark black night.
Blackbird fly, Blackbird fly
Into the light of the dark black night.komentarze [6]"For Tonight You're Only Here To Know" >> czwartek, 13 marca 2008 18:54:16
Ale dziwnie to wyszło, miałam wczoraj nieźle pojebany humor. Chciałam też usunąć wczorajszą notkę, ale co mi tam, daruję sobie. Jestem w trakcie dystansowania się do zdarzeń z wtorku. Bo kiedy nie wiesz CO się stało, oznacza to, że NIC się nie stało. To moja najnowsza teoria i tego się będę trzymać. Doskonale. Dystans.
Całą wczorajszą noc spędziłam drąc moje opowiadanie. 23 strony mojego poświęcenia, czasu i pasji. Każdą osobno. Powinnam teraz powiedzieć, że czuję jakby wyrwano mi serce. Ale ja tak (dzięki Bogu) nie czuję. To tylko smutne i dość drastyczne zerwanie ze wspomnieniami. Z całkowicie żałosną pamiątką mojego zidiocenia. Boże mam nadzieję, że to już nigdy nie wróci. W końcu, jak powszechnie wiadomo nic się nie stało. Tylko życie.
W CHOROBIE TOWARZYSZĄ MI:
a) książki:
-
"W pogoni za rozumem, dziennik Bridget Jones" Helen Fielding
-
"Diabeł ubiera się u Prady"Lauren Weisberger
(nie wymagajcie niczego ambitniejszego, od czasu do czasu każdy może dać się porwać żałosnemu nurtowi komercji i happy endów)
b) filmy:
-
"Pokuta"
-
"Accross the Universe"
-
"Step up"
-
"Ostry dyżur" (odcinek wczorajszy i dzisiejszy)
- OTH-
"For Tonight You're Only Here To Know" (z milion razy, moja kwintesencja smutku)
- OTH-
"You're Gonna Need Someone On Your Side"
c) muzyka:
- Eska Rock
- Lupe Fiasco
LICZBY: (inspiracja Bridget Jones)
- ilość przeczytanych, debilnych książek - 2
- godziny poświęcone darciu z pasją opowiadania - 2
- herbaty wypite przez te dwa dni - 100 (przynajmniej takie mam wrażenie)
- minuty poświęcone rozmyślaniu co wydarzyło się (lub nie) we wtorek - jakieś 100 (całkiem nieźle)
- minuty poświęcone dochodzeniu do wniosku, że nic się nie stało - jakieś 100 (coraz lepiej)
- minuty poświęcone próbie nie myślenia i zdystansowania się - prawie wszystkie (z różnym skutkiem)
- liczba facetów, których muszę zabić - wszyscy (oprócz Jasia, Grzyba, taty, Stefana, dziadka i moich bogów)
- liczba facetów, których k o n i e c z n i e muszę zabić, by móc normalnie funkcjonować - 4 (pieprzyć zdystansowanie)
- liczba obejrzanych koncertów Hey - na razie 0 (Boże, co się ze mną dzieje?)
- ile razy płakałam - 1 przy "Ostrym Dyżurze" (nie moja wina, że zebrało im się na smutne odcinki, akurat kiedy jestem chora:/)
- liczba przyjaciół, których jeszcze mam - 6
Bosh, co się ze mną dzieje?
- liczba myśli, że jestem idiotką - jakiś milion (zasłużenie)
Kompletnie wariuję bez sześciokąta. Ja chcę na klub filmowy!
komentarze [4]"Kiss my eyes and lay me to sleep" >> środa, 12 marca 2008 16:05:08
I znowu to robię.
Uciekam.
Przed wszystkim co trudne i nieprzyjemne.
Uciekam przed całym światem.
Mój pokój to twierdza, jedyne miejsce gdzie jestem bezpieczna.
Nie wiem co robić. Dlaczego zdystansowanie się jest takie trudne? Dlaczego tak mi na tym zależy? I najważniejsze: co właściwie się stało wczoraj?
Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem.
Kurwa no, po prostu nie wiem!
Nie wiem co to znaczy dla mnie i dla nich.
Nie wiem czy to w ogóle cokolwiek znaczy.
Chyba jednak znaczy skoro z tego powodu siedzę dzisiaj w łóżku z laptopem na kolanach i próbuję się czegokolwiek domyślić. Próbuję się zdystansować. To jest takie natrętne. Żadna głośna muzyka nie potrafiła zagłuszyć tych cholernych, niespokojnych myśli. Jak o tym myślę, to do teraz wykręca mi żołądek z nerwów i strachu.
Co się kurwa wczoraj stało?
This is what i brought you this you can keep,
This is what i brought you may forget me.
I promised to depart just promise one thing,
Kiss my eyes and lay me to sleep.
This is what i brought you this you can keep,
This is what i brought you may forget me.
I promise you my heart just promise to sing,
Kiss my eyes and lay me to sleep.
Kiss my eyes and lay me to sleep.
This is what i thought,
I thought you need me,
This is what I thought so think me naive,
I promise you a heart you promised to keep,
Kiss my eyes and lay me to sleep.
Kiss my eyes and lay me to sleep.
Kiss my eyes and lay me to sleep.
komentarze [4]"Facing up" >> piątek, 7 marca 2008 23:09:09
Powiem tak: wszystko sie jakoś dziwnie pokręciło.
Nienawidzę Rekolekcji! Po prostu nie cierpię! Te trzy cholerne dni zburzyły moją całą, budowaną przez ostatnie kilka miesięcy pewność siebie, wiarę, zaufanie, samoakceptację i kompletnie zniwelowały moją już trochę podskakującą samoocenę. I tu nie chodzi bynajmniej o wiarę, Boga czy te sprawy, przykro mi, ale tym nie zawracałam sobie głowy. Pierdolony zlot gwieździsty. No nic, zaczynamy od nowa. Ale mniejsza z tym.
Bo kiedy udało nam się wreszcie wyrwać ze szponów nadgorliwych zakonnic i księży, którzy twierdzą, że mają dar do pracy z młodzieżą, pojechaliśmy zgodnie ze zwyczajem do McDonalda. W gronie czworokąta plus Ania D. Było naprawdę wspaniale, po czym jak już pojechałam wszystko się rypło. I zważając na to, że wszyscy są w dość dziwnych nastrojach teraz, opiszę coś, co może choć troszeczkę umili Wam ten dzień. Kiedy atmosfera zgęstniała, bo Marta i Pola zaczęły spierać się o j-rockowców, zainspirowana "One Tree Hill" (mówiłam, że seriale amerykańskie są bardzo pouczające) zaproponowałam Grę.
"Po prostu uważam, że bardzo się nawzajem dołujemy. A czasami powinno się mówić ludziom, co się w nich kocha,
jak coś w czym są naprawdę dobrzy albo o cechach, które w nich podziwiacie"
Zastanawiałam się potem nad tym całe popołudnie i wieczór i wiem, że jest jeszcze kilka rzeczy w dzisiejszej ekipie, które naprawdę w nich podziwiam. Opiszę je. Nie będę słodzić, postaram się wyciągnąć z nich takie cechy, umiejętności, które nie zawsze widać na pierwszy rzut oka.
Jasiu (jedyny chłopak w tym gronie, więc niech będzie pierwszy):
To chyba wiedzą wszyscy, ale jest to tak niesamowite, że aż warte powtórzenia - Jasiu jest normalny. Dlatego ma tyle przyjaciółek, bo jest jednym z niewielu facetów, z którym da się normalnie pogadać. Ponadto wzbudza zaufanie. Moje na pewno. Jest osobą, na której kompletnie polegam. Zawsze mi pomoże. Czasem zastanawiam się jak i po co on ze mną wytrzymuje. Przez rok naszej przyjaźni przeszłam z nim więcej niż z moimi dawnymi długoletnimi przyjaciółkami. Jest oddany. Ma niesamowite poczucie humoru i dystans do otaczającego go świata. Może to dziwnie zabrzmi, ale jest odważny. I nie chodzi tu od odwagę w stylu ratowania świata przed groźnym smokiem pożerającym bezbronne dziewice. On ma odwagę żyć po swojemu. I ma taką siłę by w tym trwać. Myślę, że jak zdarzy mu się dostać w dupę (oczywiście wcale mu tego nie życzę!!:)) to nie tylko wyjdzie z tego cało i z godnością, ale jeszcze wyniesie z tego naukę.
Pola:
Ostatnio w nie najlepszej formie, ale i tak jest straszliwie dzielna. No właśnie, Pola jest silna. Ma niesamowity dar przekręcania wszystkiego w żart. Coś niesamowitego, co zawsze podziwiałam, zamiast dołować się swoimi problemami z większości się po prostu śmieje. Ponadto jest chorobliwie inteligentna, i tak jak Jasiu, odważna. Umie żyć po swojemu i się tym cieszyć. I to strasznie przyciąga do niej ludzi. Taki magnes, połączenie humoru i niesamowitej mądrości. I poświęcenia. Nie wiem czy ona zdaje sobie z tego sprawę, ale ja widzę, że ona daje nam (sześciokąt) najlepszą część siebie, najwspanialsze umiejętności i cechy. Ma swoje zdanie, broni go jak lwica, ale potrafi pójść na kompromis, kiedy widzi, że w jakiś sposób się z tym nie zgadzamy. Kiedy trzeba przytuli, albo walnie w tyłek. Niestety nie docenia swojej urody, czegoś magicznego w niej, jakiegoś czaru i świeżości.
Marta:
O Marcie można by pisać dużo. Ładna, szczera, przyjacielska. Ja osobiście podziwiam jej skuteczność (tak, tak:D). I może to dziwnie zabrzmi, ale lubię jak pisze. Lubie czytać jej bloga, lubię, bo przez kilka słów potrafi trafnie przekazać to co czuje. Podziwiam w niej pasję. Że potrafi powiedzieć nam to co myśli, że potrafiła nam zaufać, ze tak naprawdę wspaniale nas traktuje. Jak jakieś skarby. "Porcelanowy książę i diamentowe nimfy"... Właśnie, dlatego lubię jak pisze. Jest otwarta, potrafi nie przejmować się innymi (np. Braszem). Albo wręcz odwrotnie, bardzo jej zależy na innych. Ponadto całkowicie zgadzam się z nią w kwestii Polski i polskiego gówna zwanego gwiazdami (słuchałam cię wtedy). Martusia jest niesamowita.
Ania D.:
Nie znam jej długo, ale polubiłam od pierwszego kopa. Ania jest ładna. Ma swój styl. Taki jakiś wdzięk i klasę. Jest otwarta i wesoła. Sympatyczna i ma poczucie humoru. Ślicznie się śmieje no i naprawdę ma jakiś taki wdzięk, urok w sobie. Przyciąga ludzi. Ach, i podobno ma niesamowitą pamięć. Ania należy do takich osób, których po prostu nie sposób nie lubić. I nawet nie wiadomo dokładnie z jakiego powodu, jest cholernie niesamowita :)
Dobra, nie wiedziałam, że tyle tego naprodukuję, dobrej nocki.
:*
komentarze [2]Dziękuję >> wtorek, 4 marca 2008 21:11:43
Jest SMS: "Z dziadkiem wszystko bardzo w porządku".
Co za ulga, aż mi słabo.
Tak straszliwie było bać się i jeszcze to ukrywać, żeby nikogo nie zdenerwować.
Boże, dziękuję. Nie robiłam tego od jakiś 5 lat, ale zasłużyłeś. Jeszcze raz:
Dziękuję.
komentarze [3]informatyka >> wtorek, 4 marca 2008 11:56:43
Czekam.
Jeżeli czegoś się nie dowiem w przeciągu następnej godziny, pozabijam wszystkich moim pierdolonym strachem. Właściwie to już zaczęłam. Jeden pieprzony SMS, że wszystko ok. Nic więcej.
Ciągle czekam.
Przepraszam.
komentarze [1]"Tired of You" >> poniedziałek, 3 marca 2008 19:12:11
Nie pisałam tak długo, bo nie chciałam psuć tej cudnej, lekkiej atmosfery utworzonej na blogu poprzednią notką. Sama nie wiem czemu, po prostu łudziłam się, że to cokolwiek zmieni. Dzisiaj czuje jakby to było jakieś lata świetlne za mną. Inne życie wręcz.
I'm suck.
Racja, ostatnio nie potrafię się niczym zająć. Szkołę kompletnie olałam, godząc się z faktem, że przez moje cholerne lenistwo mogę pożegnać się z pieprzonym paskiem na koniec.
I'm realy suck.
Siedzę i kurwa nic nie robię. Nic. N I C.
Mam trampki i widziałam występ Foo Fighters na Grammy 2008. Czyli dokładnie te dwie rzeczy których ostatnio potrzebowałam do pełni szczęścia. Szkoda.
Klnę, cholerna, ostatnio straszliwie klnę, czasem jest już mi niedobrze od słuchania siebie. Ale szkoda mi wysiłku do ograniczania tego. Więc będę przeklinać dalej.
Co do reszty to sześć osób to naprawdę dużo. Jeżeli rozumiecie o co mi chodzi. Pewnie nie. Jak zwykle. Nie umiem rozmawiać.
Nie wiem czy chcę to napisać, nie wiem czy mam odwagę się do tego przyznać. Boję się. Z moim dziadkiem jest nie najlepiej. Tzn. p o w i n n o być dobrze. Boże, jak ja się boję. Nie chcę znowu tego przechodzić, to jest jak koszmar, który wraca każdego nowego roku. Jak tak dalej pójdzie, to za kilka lat nie będę miała już żadnych bliskich. Boże nie rób tego znowu. Daj mi odpocząć, daj oddychać. Ach, zapomniałam, że ty już dawno dla mnie nie istniejesz... .
No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak zająć moje myśli najsmutniejszym opowiadaniem jakie do tej pory czytałam. Moje plany na dzisiejszy wieczór? Wypłakać wszystko przy "Zielonej Mili" i Susie Suh "Give me heart".
Has someone taken your faith?
Its real, the pain you feel
The life, the love
You die to heal
The hope that starts
The broken hearts
Your trust, you must
Confess
Is someone getting the best, the best, the best, the best of you?
Is someone getting the best, the best, the best, the best of you?
komentarze [3]"Let my heart go" >> poniedziałek, 25 lutego 2008 16:22:32
Jakiś dziwna nadgorliwość mnie napadła, że piszę aż dwie notki w ciągu dwóch dni O.o No cóż, widzicie właśnie co wiosna robi z normalnym człowiekiem. Ogólnie to piszę, żeby zasiać tu trochę optymizmu. Miałam przyjemność wracając do domu zaobserwować, że przez wiosnę nie tylko ja szaleję z moją drugą notką. Na pierwsze promienie słońca powoli wszystko zakwita, jakiś wściekłe ptaki zaczynają nadawać swoje (całkiem nie najgorsze zresztą) melodie. Sąsiedzi z trzech pobliskich ulic powoli zaczynają wychodzić na dwór, szykują tarasy, leżaki, trawniki i takie tam. Ich dzieci (niestety) o wiele szybciej wylęgły na ulice i grają w piłkę, biją się, rzucają patykami, gonią po krzakach albo stosują różne inne, równie inteligentne formy rozrywki na świeżym powietrzu. O spacerach z psami i zakupami nie wspomnę.
W moim pokoju jest cudnie. Słońce daje mi tak po oczach, że kompletnie nie widzę co piszę, więc proszę wybaczyć mi błędy i literówki. Balkon jest otwarty na oścież, Eska Rock rozwalona na cały regulator, a za chwilę idę sobie przynieść żonkila z salonu. Wszędzie pełno słońca i wiosennego orzeźwienia. Do pełni szczęścia potrzebuję tylko trampek i gościnnego występu Foo Fighters na Grammy 2008 ze specjalną aranżacją "The Pretender". Wszystko da się jakoś załatwić.
Czuję że tak będzie zawsze. Że czekają na mnie tylko takie wspaniałe dni, albo lepsze. Nawet nie potrafię opisać dokładnie tego niesamowitego uczucia, które mi towarzyszyło całą drogę powrotną. jakiś taki spokój, lekkość, pewność, że tak będzie zawsze, uczucie, że jestem taka malutka i jeśli bym tylko chciała mogłabym śmiało wzlecieć do nieba (a co!). Ale nie chciałabym tego zrobić. Za nic! Niebo jest tak straszliwie nudne w porównaniu z tym co mnie jeszcze tutaj czeka.
Boże, jak ja kocham te uczucie!
Boże, jak ja kocham te życie!
komentarze [5]"Please Please Please Let Me Get What I Want" >> niedziela, 24 lutego 2008 00:34:52
Piszę gdyż domaga się tego Pola Moja Najdroższa, a poza tym chcę was uspokoić. Na prawdę nie mam zamiaru się zabijać, dobijać czy dołować z powodu chwilowego zeschizowania. Poza tym komentarz Hanki był niewiarygodnie pokrzepiający. Dostałam 15 minutowego ataku śmiechu. Jeżeli chodzi o listę zadań z poprzedniej notki to udało mi się wykonać:
- basen (nawet podwójnie)
- bibliotekę
- kartkówkę z chemii
- historię
- nie płakanie (przynajmniej do godz. 00:03 w niedzielę)
- próbę z książką (nie działa)
Udałoby mi się również nie spotkanie Go. Prawie. Nie widziałam Go w ogóle i kiedy w piątek wychodziłam ze szkoły myślałam że moja misja zakończyła się powodzeniem. A tu dupa. No trudno, nie zależało to ode mnie. Za to pomogło mi uświadomić sobie, że, o ile nie mogę powiedzieć, że jest mi to już kompletnie obojętne, to przestaje być takie ważne. I strasznie mnie to cieszy. I sprawia że mam doby humor.
A tak ogólnie to jestem dumna z Jasia, który buł na olimpiadzie z anglika i jakoś sobie dał radę. I tęsknię przez weekend za Naszym Sześciokątem. Ja jestem chyba jakaś zwyrodniała:D Ale jak o nich myślę to mam takie wrażenie, że oni będą zawsze. Że to jest jedyna rzecz, która jest kompletnie niezmienna w moim życiu. Że Dżony zawsze będzie mnie ratował w dziwnych sytuacjach, że Pola będzie zawsze rozumiała moje zawirowania z facetami, że Aga zawsze będzie zabójczo rżnęła w kosza i równie zabójczo w męskie serca, że Agatka zawsze będzie chciała mieć czarne włosy i wyśmienicie będzie się naddawała do przytulania się w ciężkich momentach i że Marta zawsze będzie nienawidzić Braszaka. No dobra nie byndę tu smencić już bo zmęczona jestem i przez to chaotyczna. Jutro może napiszę coś twórczego w miarę możliwości. Ogólnie dobry humor i optymistyczne nastawienie. Wszystko będzie dobrze. Wiosna idzie.
komentarze [0]"I forgot to remember to forgot" >> wtorek, 19 lutego 2008 21:38:01
Powiem tak:
Nowa Agata nie radzi sobie najlepiej. Szczerze mówiąc nie radzi sobie wcale.
Dopóki jestem w szkole i mam możliwość chowania się po kiblach (co i tak nie szczędzi mi przykrych widoków) z Polą, jest znośnie, bo nie za bardzo mam czas na myślenie jako takie, jeśli chodzi o czynność. Potem starając się nie łapać doła gnam na spotkanie do bierzmowania, a następnie do domu, gdzie trafiam na końcówkę dzisiejszego odcinka "Ostrego Dyżuru". Odcinek fragmentami dość optymistyczny, chociaż na swój specyficzny sposób. Ogólnie facet w ostatniej chwili wycofuje się ze ślubu z Carol, która to wtedy przez łzy dostrzega jak wspaniałych ma przyjaciół. Więc wszyscy tańczą i śmieją się, bo mają siebie nawzajem.
Smutek i uczucie pustki wkrada się dopiero jakiś czas później wraz ze spokojnymi dźwiękami "Stairway to heaven" oraz "I'll Be Waiting". Nad samotnymi, pustymi wieczorami muszę jeszcze popracować.
Może pousuwam wszystkie wolne piosenki? Może zacznę się wreszcie uczyć? Może przestanę się nad sobą wreszcie użalać? Może docenię nasz "sześciokąt"? Może przestanę o tym myśleć? Może od razu wytnę sobie serce, wyjdzie szybciej.... ?
I szczerze mówiąc przeraża mnie jutrzejszy basen.... Ale tak na prawdę nie powinnam się do tego przyznawać.
Ale najbardziej przeraża mnie to co się ze mną dzieje. Nawet nie potrafię tego opisać.
A jutro pójdę do szkoły. I będę się śmiać. I chować po kiblach. I żartować z Polą. I ćwiczyć na w-fie. I udawać że wracam do normalności. I unikać z całej siły. I myśleć o tym całowaniu. I zastanawiać się jaki to ma sens. I stresować się basenem. I stresować się czy zdążę na autobus. I cieszyć się z wypadu z sześciokątem do McDonalda. I pocieszać kogoś. Jednym słowem będę żyć moją codziennością.
Lista dylematów, problemów i zadań:
1. Przestać o TYM myśleć
2. Basen
3. Biblioteka
4. kartkówka z angielskiego
5. historia
6. ćwiczenia z matmy
7. kartkówka z chemii
8. Postarać się nie spotkać Go do końca tygodnia (bardzo śmieszne:/)
9. Zrozumieć funkcje
10. Przestać słuchać smutnych piosenek
11. Umówić się do fryzjera
12. Zacząć się uczyć
13. Iść na zakupy
14. Nie płakać do końca tygodnia
15. Spróbować metody Poli na "nie myślenie" (walić się książką po głowie)
16. Nie załamywać się, że nie obejrzę "Ostrego dyżuru"
No, to by było mniej więcej na tyle na razie, oprócz oczywiście rzeczy kompletnie nieosiągalnych, na których pisanie szkoda mi czasu.
Niech mnie ktoś przytuli.
komentarze [6]:* >> niedziela, 17 lutego 2008 19:55:36
Chcę napisać tak dużo, że jak zwykle wyjdzie chaotycznie. Więc chwila.
Przede wszystkim:
Czuję się Moi Drodzy d o w a r t o ś c i o w a n a.
Tak, tak. Wiem, że to dziwne, bo mi się raczej to nie zdarza, ale cóż... .
Już zapomniałam jakie to fajne uczucie, kiedy twój żołądek nie boli cię z nerwów, tylko sobie siedzi spokojnie i cicho, a ja (!!) siedzę sobie przed komputerem z uśmiechem na ustach. Na prawdę fajne uczucie. Ale do rzeczy. Dzisiejsze przedpołudnie spędziłam wypłakując się rodzicom (!!) Pierwszy raz w życiu podzieliłam się z nimi przynajmniej częścią moich, powiedzmy, problemów (oczywiście tą bardziej oficjalną częścią). Nie powiem żeby to jakoś kolosalnie zmieniło moje podejście do życia, ale jest częścią, albo raczej początkiem, mojej zmiany nastawienia. Stara Agata powiedziałaby: "Miejmy nadzieję, że się uda", ale nowa powinna powiedzieć: "Najgorsze mam za sobą, teraz będzie tylko lepiej". Wybieram opcję nowej Agaty. Duży wpływ na to miała również moja Szanowna, Kochana Przyjaciółka Pola, która przeczytała dzielnie wszystkie moje notki, wyraziła o nich swoje zdanie i co najważniejsze założyła własnego bloga. Dziękuję Ci za to że jesteś i że znosisz te moje wieczne narzekania i że ciągle masz cierpliwość mnie naprostowywać. Dziękuję :* Podziękowania należą się również Mojej Szanownej Kochanej Hani. Obdarzyła mnie ona swoim zaufaniem i opowiedziała (opisała bardziej) swoje problemy. Poczułam się bardzo ważna i potrzebna, że mogę uświadamiać Tej Świetnej Dziewczynie jak bardzo jest świetna! Dziękuję.
Te wszystkie czynniki w połączeniu z Kate Voegele, państwami Afryki i czekającymi na mnie za 15 min. dwoma odcinkami CSI Miami (Jonathan Togo ^^ ) sprawiły, że się uśmiecham od momentu przeczytania komentarzy i że czuję się jakoś tak lekko ^^.
Jeszcze raz dziękuję:*
Wszystkim i za wszystko.
:*
komentarze [2]hmmm.....? >> środa, 13 lutego 2008 19:28:14
Jakoś dawno tu nie byłam.... Pewnie dlatego że ostatnio nie mam na nic ochoty i do niczego weny. Mój stan pogarsza się z sekundy na sekundę, ale chyba mam prawo. Fakt, mam być silna, ale jutro są Walentynki. Na prawdę trudno być silnym, jednocześnie będąc nieszczęśliwie zakochanym w Walentynki. Biorę urlop. Będę silna kiedy indziej :] Najbardziej prawdopodobna wersja że tak za półtora roku, kiedy pójdę do liceum. Ha^^
No cóż, tak mniej więcej prezentuje się moja silna (ironia:D) wola. Obawiam się że w ogóle takowej nie posiadam. Bywa.
Ok zaczynam pieprzyć.
Chaotycznie pieprzyć zaczynam.
Po 3 dniach chodzenia do szkoły jestem strzępkiem nerwów. Minął niecały tydzień od końca ferii, a ja już znowu potrzebuje odpoczynku, jestem jak zmęczona, starsza kobieta, czekająca na emeryturę. (cytat mojego taty). Tak zresztą się czuję. Jestem zmęczona. Potrzebuje zmiany, czegoś świeżego, czegoś co nada mi sens. I wiarę. Że wszystko będzie dobrze, że n a u c z ę się być silna i pewna. Potrzebuje jakiegoś porządnego kopa w dupę, żebym wreszcie zdobyła odwagę na gruntowne zmiany. Na zmianę mojego nastawienia.
I na zmianę SIEBIE.
komentarze [7]... >> niedziela, 3 lutego 2008 15:42:07
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
„Miłość”
Nie widziałam cię już od miesiąca.
I nic. Jestem może bledsza,
trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
lecz widać, można żyć bez powietrza!
Tylko tyle na dzisiaj. Te cztery linijki nie potrzebują żadnych zbędnych komentarzy.
komentarze [2]
Szablon wykonała
Claudia dla
Layout4You
Zdjęcie z
Deviantartu, tekst Korna- "Throw Me Away".