"You were only waiting for this moment to arise" >> poniedziałek, 17 marca 2008 20:20:57
Jestem jeszcze przed codzienną rundą po blogach Sześciokąta, a co z tego wynika nie wiem co dzieje się na świecie zewnętrznym.
A w mojej domowej rzeczywistości? Tata je zupę, z głośnika płyną kojące nuty "In Your Honor", wokoło wszędzie porozrzucane ubrania, chusteczki i opakowania po tabletkach, a przede mną piętrzy się kupka zeszytów do przepisania. No tak, rzeczywistość puka do drzwi mojego pokoju. Jeszcze nie otwieram, ale ona dobija się coraz głośniej, coraz bardziej natarczywie. Nie ma co ukrywać już dawno przestałam być chora. Na szczęście moja mama nie do końca to dostrzegła i ten fakt uchronił mnie przed dzisiejszą, nieuchronną klęską Dni Nauki.
Przez te kilka dni zdołałam kompletnie wyłączyć się z rzeczywistości świata zewnętrznego. To tak jakbym włożyła na siebie jakiś pancerz, który ograniczał moje myśli i wysiłki do wypicia kolejnej herbaty. To było cudowne, nie myśleć o tym jak wyglądam i co na siebie włożyć (nie zadawałam sobie trudu zdejmowania piżamy). Mogłam nosić okulary, albo co zdarzało mi się częściej, chodziłam po omacku, ślepa jak kret. Nie zawracałam sobie głowy bałaganem w pokoju czy nie uczesanymi włosami, a moim jedynym problemem był wybór następnego filmu do obejrzenia. Godziny płynęły leniwie, jakby od niechcenia Ja w tym wszystkim mogłam tylko podziwiać geniusz muzyczny Foo Fighters i rozkoszować się kolejnym kubkiem rozkosznej, gorącej mikstury, doprowadzonej przeze mnie do perfekcji (herbata, sok malinowy, miód i cytryna). I tak też robiłam. Doszłam do doskonałości w dystansowaniu się do absolutnie wszystkiego. I do tego te dźwięki. Jakby stworzone i przeznaczone tylko dla mnie, niegodne całej reszty świata. W uroku tego wszystkiego, gdzieś tam po drodze gubiłam znaczenie mnie dla świata i świata dla mnie. Zatracałam wartości pożytecznego życia. Bo w końcu nikomu nie przeszkadzam? Mój mały urlop. Mój odpoczynek po całym zwariowanym okresie długich miesięcy bez wytchnienia od myśli i zawirowań. Nikt nie wraca chętnie z takich wakacji. Ja też.
Ale jest jedna rzecz. Właściwie to nie jedna i nie rzecz, tylko sześcioro i ludzi. Tak, tak mowa o Sześciokącie, który tworzymy. O pięciorgu ludzi, którzy są ze mną i pokazują właściwą drogę. Trzymają w pionie, dają wiarę, i zwykłe poklepanie po plecach, oraz słowa "będzie dobrze", skierowane niekoniecznie do mnie, ale dające pięć minut zastanowienia i malutki uśmiech. Świadomość, że masz przyjaciół trzyma przy życiu nie tylko mnie. Tak się stęskniłam, że oddaję mój urlop, który, choć cudowny, niesamowicie pusty bez tych ludzi. Wracam w środę, a serce pęka z radości, że wreszcie ich zobaczę. I pewnie wydaje się to przesadą, bo codzienność prawie całkowicie zakrywa niezwykłość tych wszystkich uczuć. Ale to istnieje naprawdę, taka miłość zamaskowana. A najlepiej dostrzega się to kiedy przez kilka dni tego brak. I tu nie chodzi o wielkie słowa, tylko o takie malutkie uczucie w serduszku, że oni będą zawsze. Oj. Ale sentymentalnie i uczuciowo. Okropieństwo. Ale jakoś tak mnie naszło. Prawie kończę, bo się okropnie skompromitowałam (mówienie o uczuciach nigdy nie było moją mocną stroną), jeszcze tylko jedna rzecz.
Blackbird singing in the dead of night
Take these broken wings and learn to fly.
All your life
You were only waiting for this moment to arise.
Blackbird singing in the dead of night
Take these sunken eyes and learn to see.
All your life
You were only waiting for this moment to be free.
Blackbird fly, Blackbird fly
Into the light of the dark black night.
Blackbird fly, Blackbird fly
Into the light of the dark black night.Dodaj komentarz
6 komentarzy
Szablon wykonała
Claudia dla
Layout4You
Zdjęcie z
Deviantartu, tekst Korna- "Throw Me Away".